Radzenie sobie ze smutkiem

Czego nauczyło mnie dwadzieścia lat towarzyszenia pogrążonym w żałobie

Opowieść z pierwszej ręki, od osoby, która przez wiele lat towarzyszyła tysiącom pogrążonych w żałobie ludzi.

To nie jest podręcznik do żałoby. To perspektywa kogoś, kto stracił ojca i spędził dwadzieścia lat w studiu tatuażu z ludźmi na każdym etapie straty, słuchając ich. Jeśli jesteś teraz w trakcie, nie jesteś sam i nic, co czujesz, nie jest głupie ani złe.

radzenie sobie ze smutkiem

Żal po utracie ukochanej osoby

Ja i mój zespół pracujemy z klientami, którzy stracili bliskich, od ponad dwudziestu lat i w tym czasie spotkaliśmy tysiące osób pogrążonych w żałobie. Nie ma dwóch takich samych osób, a jednak wciąż dostrzegam te same kształty, te same emocje w różnej kolejności, te same pytania, te same ciche chwile, gdy ktoś zdaje sobie sprawę, że nie jest jedyną osobą, która tak się czuje.

Po pierwsze, szczerość. To nie jest uniwersalny poradnik. Każdy jest inny. Każdy przeżywa żałobę inaczej i nigdy nie powinieneś czuć się urażony niczym, co tu jest napisane, co nie do końca pasuje do twojej sytuacji. Dzielę się tylko tym, co sam widziałem i czułem, więc może mała część z tego da ci coś, czego możesz się trzymać.

Rzecz w tym, że sam pogrzeb jest dla większości ludzi mgłą. Przechodzisz przez niego na autopilocie, a potem się kończy, a potem zostajesz unoszący się z dziwną mieszanką emocji, z których niektóre nigdy wcześniej nie czułeś. Ciche pomieszczenia, otoczone tysiącem drobnych rzeczy, które ci o nich przypominają, a etapy żałoby tylko nabierają w tej ciszy głośniejszego wyrazu.

radzenie sobie ze złamaniem serca

Dlaczego żałoba dotyka każdego inaczej

Widzisz, dyrektor zakładu pogrzebowego rzadko kiedy zna całą historię. Pojawia się, wykonuje swoją pracę, pozwala ci płakać, wykonuje usługę, o którą prosiłeś, i to jest jego rola. Potem szukasz w internecie jakiejś odpowiedzi, a to, co znajdujesz, to zazwyczaj albo ogólnikowe porady z podręczników, albo gorzkie, łamiące się głosy.

Od ponad dwudziestu lat, siedząc co tydzień w studiu i robiąc tatuaże z prochami, obserwuję żałobę w najróżniejszych formach. Ludzi, którzy stracili bliskich w wyniku nieszczęśliwych wypadków, morderstw, błędów w szpitalu, długich chorób, starości. Tysiące historii, tysiące filiżanek herbaty, tysiące cichych rozmów. Jedno jest pewne: każda historia jest inna, a każdy człowiek znajduje się na innym jej etapie.

Ale nauczyłem się, że rzeczywiście istnieją pewne etapy, nawet jeśli nikt nie przechodzi przez nie w ten sam sposób. Niektórzy odczuwają tylko kilka z nich. Inni przechodzą przez każdy z nich, zwłaszcza gdy śmierć była nagła. Postarałem się je przedstawić poniżej. Chciałbym, żeby to, co teraz robię, pokazało wam, że nie jesteście sami z tym, co czujecie. Wszyscy jesteśmy ludźmi. Emocje, które przeżywacie, są normalne i żadna z nich nie jest czymś, czego należałoby się wstydzić, co mogłoby was zawstydzić lub zawstydzić. Wykorzystujemy te emocje, aby się uzdrowić.

Używamy emocji żalu, aby leczyć.

radzenie sobie z złamaniem serca

Nigdy tak naprawdę się z tym nie pogodzisz

Oto bardzo szczera rada. Nigdy nie można się pogodzić ze stratą kogoś, kogo się kocha.

Trzy lata po śmierci ojca, idąc alejką w sklepie, zobaczyłem ostry sos chili. Uśmiechnąłem się, myśląc, że spodoba mu się na święta, i byłem cicho zadowolony z mojego planowania. Dopiero gdy dotarłem do kasy, przypomniałem sobie, że nie ma go już od trzech lat. Czy ja wariuję? Nie. Zostają w myślach i zawsze będą.

Może to zabrzmi dziwnie, ale wyobraź sobie jeżowca z kolcami siedzącego w tobie. To jest żałoba. Nie można się z nią oswoić. Powoli pozbywasz się kolców, aż znajdziesz w sercu miejsce, w którym będzie żył, nie sprawiając mu tyle bólu.

Ktoś może przeżyć najwspanialsze życie aż do 60. roku życia, a potem powoli zniknąć z oczu. Żal, zwłaszcza na początku, sprawia, że ​​w kółko przeżywasz te ostatnie okropne miesiące i przyćmiewasz 60 lat wspaniałego życia, które dzieliliście razem. Światełkiem na końcu tunelu jest to, że gdy tylko zaczną pojawiać się pierwsze oznaki, możesz zacząć sięgać do dobra. Możesz wspominać. Możesz pamiętać chwile, które wywołały uśmiech na twojej twarzy. Moimi są chwile mojego taty i tej butelki sosu chili w alejce sklepowej.

Zapamiętaj tę analogię. Żal to kolczasty urwis, którego nosisz w sobie. Musisz przejść przez te etapy, aby zmiękczyć kolce. Im dłużej trzymasz je w pierwotnym kształcie, tym bardziej bolą. Musisz przeżywać żałobę. Musisz się pocieszyć. Musisz je stopniowo wygładzać, aby móc cieszyć się życiem, które dzieliliście, czasem, który spędziliście, i więzią, którą mieliście, a nie tylko stratą.

pogrążony w żalu

Etapy żałoby, jakie widziałem

Przejdźmy przez te etapy. Pamiętaj, że to nie jest lista kontrolna i nie ma rozwiązań uniwersalnych. Sytuacja każdego jest inna. Ale jestem prawie pewien, że w miarę czytania przynajmniej jeden z nich do Ciebie przemówi.

Szok

Szok jest szczególnie dotkliwy, gdy ktoś zostaje ci odebrany niespodziewanie. To lekkie potrząśnięcie głową, gdy o tym myślisz, puste plamy w pamięci pierwszych dni, dziwne poczucie, że w jednej chwili byli, a w drugiej już ich nie ma. Pogrzeb się skończył, a jednak gdzieś w głębi duszy wciąż spokojnie czekasz, aż wejdą przez drzwi wejściowe, wrócą do ciebie. Nie mogli odejść. Kochali cię, a ty kochałeś ich.

Kiedy nagle tracisz bliską osobę, ogarnia cię szok, ponieważ naturalny rytm twojego życia nie uwzględniał jeszcze jej nieobecności.

Rozmawiałem o tym z klientami, których partnerzy odeszli w naprawdę bolesny sposób, a mimo to siedzą na krześle i opowiadają mi o tym z taką swobodą, z jaką zamawia się jedzenie na wynos. Po prostu jeszcze do tego nie doszli, a do niektórych może minąć wiele lat, zanim to nastąpi. W wojsku nazywają to „wzrokiem tysiąca jardów”. Osoba działa na podstawowych funkcjach, pocieszając się rutyną życia, bo jeśli nie zdaje sobie sprawy, że to się stało, ból jeszcze nie dotarł do końca. Czy mam jakiś sprytny sposób na przetrwanie tego etapu? Szczerze mówiąc, nie. Zrób sobie przerwę od rodziny lub pracy, jeśli potrzebujesz. Pogódź się z tym, co się stało. Pozwól sobie powoli oswoić się z rozmiarem straty.

Pisząc to, mam ogromną ochotę wtrącić historie i przykłady na każdy etap, ale zrezygnowałem. Nie piszę tego, żeby Was zabawiać. Piszę to, żeby pomóc Wam w żałobie. Powiem więc tylko tyle: widuję wielu klientów, którzy niedawno stracili kogoś bliskiego, a szok jest bardzo powszechny, ponieważ my, ludzie, zaprzeczamy stracie, aby opóźnić ból.

Złość

Gniew ma wiele twarzy. Jeśli straciłeś bliską osobę z czyjejś winy, gniew naturalnie kieruje się na zewnątrz, na tę osobę i na otaczający ją system. Ale tym, o czym ludzie mówią mniej i co jest znacznie częstsze, niż mogłoby się wydawać, jest gniew, który kierujemy do wewnątrz. Na siebie. Czy zrobiłem wystarczająco dużo? Czy mogłem zrobić więcej? Dlaczego nie powiedziałem słów, które zawsze chciałem powiedzieć, tych, na które zakładałem, że zawsze znajdę czas?

Nie możesz zmienić tego, co się stało, a złość jest naturalną częścią takiego stanu rzeczy. Złość na system, który na przykład popełnił błąd medyczny, jest łatwa do zrozumienia. Złość na siebie jest trudniejsza. Chyba że dosłownie odebrałeś im życie (a tego nie zrobiłeś), to złość, którą kierujesz do siebie, to tak naprawdę żal w głośniejszym wydaniu. Nie możesz zmienić przeszłości. Brzmi prosto, a jednak w niektórych momentach to jedyne zdanie, które pomaga.

Nie zadręczaj się złością. Ma ona tendencję do rozlewania się na resztę twojego życia. Wyżywanie się na tych, którzy wciąż tu są, z powodu bólu osoby, której już nie ma, może zniszczyć relacje, których potrzebujesz teraz bardziej niż kiedykolwiek.

Nie mówię, żebyś się nie wściekał, jeśli to nadejdzie. Oczywiście, że nadejdzie. Ale kiedy to nastąpi, spróbuj wytłumaczyć ludziom wokół siebie, dlaczego tak czujesz. W ten sposób nie poczują się zaatakowani, a prawie zawsze zbliżysz się do nich, a nie oddalisz. Zaczną rozumieć, co się za tym kryje, a kiedy okazujesz gotowość do rozmowy, odwzajemnią się. Możesz nie brać ich słów do siebie w danej chwili. Ale wyrzucenie tego z siebie, jak mówią, ma w sobie prawdziwe uzdrowienie.

żal

Smutek i pozwolenie sobie na płacz

Płacz. Nie mogę tego powiedzieć wystarczająco mocno. Nie powstrzymuj się. Dotyczy to również mężczyzn. Cokolwiek ci powiedziano o byciu dużym, silnym, zdolnym, pozwól sobie płakać. Nikt nie pomyśli, że jesteś słabszy, okazując surowe, prawdziwe emocje. Siedziałem i przytulałem klientów, którzy płakali przez dwie godziny, i niemal czułeś ulgę, gdy powoli zapadali się w twoich ramionach. Musisz to z siebie wyrzucić. Współczesne społeczeństwo w jakiś sposób przekonało nas, że płacz to oznaka słabości, a jednak może to być najlepsza rzecz, jaką możesz zrobić.

Oto bardzo osobisty przykład. Kiedy mój tata odszedł, płakałam. Płakałam bardziej niż wtedy, gdy trzymałam go za rękę, gdy odchodził. Płakałam, aż czułam się jak worek galaretki. Czas nie istniał, praca nie istniała, nic. Tylko to robiłam. Przez pierwszy tydzień płakałam z powodu jego śmierci.

Potem powoli, przez ból żalu, zaczęłam płakać nad chwilami, których już nigdy nie będziemy mieli. Tak zaczyna się powrót do zdrowia. Potem zaczęłam płakać, wspominając chwile, które już spędziliśmy razem.

A potem, powoli, płakałam mniej, bo przypominały mi się chwile, które spędziliśmy razem. I to nie były te okropne wspomnienia kroplówek z morfiną i lekarzy mówiących mi, że jest na dobrej drodze. Chryste, znowu płaczę, pisząc to. Nadal boli, mimo upływu lat. Ale wtedy wspominałam dobre chwile. Śmiech. Głupoty, które robiliśmy. Łzy były powolne, ciche, te związane ze wszystkim, co dobre. I to właśnie powoli łagodzi ból patrzenia, jak życie się rozpływa.

To właśnie tutaj ludzie popełniają najgorszy błąd. Nie płaczą. Czy to z powodu presji ze strony społeczeństwa, czy z powodu tego, jak ich zdaniem powinni wyglądać, tłumią to, a potem próbują iść dalej. Nie da się naprawdę iść dalej, jeśli nie pozwolisz sobie tego poczuć.

Zaakceptuj, że będzie bolało i że będziesz zdenerwowany. Ale od czasu do czasu delikatnie przypomnij sobie chwile, które spędziliście razem. Oboje byliście wspaniali. Oboje byliście nie do zatrzymania. Łączyła was więź, za którą wiele osób goni całe życie. To coś, nad czym warto płakać. Ale ciesz się czasem spędzonym razem, a nie czasem spędzonym osobno.

Musisz przeżyć żałobę. Musisz płakać. Moja siostra trzymała wszystko w sobie, kiedy odszedł nasz tata, i przez lata to ją zmieniło. Stała się o wiele twardszą osobą, cichą zupą żalu, bez miejsca, gdzie mógłby się on znaleźć. Zupełne przeciwieństwo osoby, którą kochał nasz tata. Nie ma jednej drogi, żadnej mapy, która doprowadzi cię do miejsca, gdzie będziesz mógł się uśmiechnąć, ciesząc się radością życia, które dzieliliście. Wiem tylko, że musisz przez to przejść.

Przez ponad dwadzieścia lat pracy w tej branży słyszałem już wszystko. Cel, do którego powinieneś dążyć, jeśli to możliwe, to móc uśmiechać się na myśl o wspaniałym życiu, które razem przeżyliście, zamiast skupiać się na niesprawiedliwości, która sprawiła, że ​​zostaliście od Ciebie odebrani.

Pewnego dnia sam będziesz powodem, dla którego ktoś pogrąży się w głębokiej, mrocznej żałobie. Czy chciałbyś, żeby spędził resztę życia, myśląc o twojej śmierci, czy żeby powoli zaczął celebrować wspaniałe chwile, które razem przeżyliście i które was połączyły?

Żal po stracie bliskiej osoby

Ciche znaki po śmierci

Ciągle pojawiają się drobne rzeczy, których nie potrafię do końca wyjaśnić. Jednym z nich są rudziki, te małe ptaki. Prawie zawsze pytam moich klientów, czy zauważyli jakieś rudziki w pobliżu od czasu straty, i większość je zauważyła. Niektórzy idą dalej i tatuują sobie rudzika, bo te ptaki pojawiają się regularnie, gdy odchodzi bliska osoba. Innym przykładem są pióra. Pióra, które pojawiają się niespodziewanie, na progu, w dziwnym kącie, w miejscu, które nie ma sensu. Może to małe nosiciele dusz naszych bliskich. Nie wiem. Nawet mój sceptyczny umysł musi przyznać, że pojawiają się zbyt często, by był to zbieg okoliczności, zwłaszcza w przypadku osób, które odeszły ze starości.

Kiedy mój tata zmarł, nigdy nie widziałem rudzika w naszym ogródku, ani razu przez osiem lat mieszkania tam. Dzień po jego śmierci rudzik usiadł na stole, na którym spędziliśmy tyle godzin razem, i został tam przez pięć dni z rzędu. Nic nie robił, tylko obserwował dom. Kiedy wychodziliśmy, odlatywał. Wracaliśmy do domu, a pół godziny później wracał. Rano, wieczorem, pięć dni. Potem zniknął i minęło osiem lat, zanim zobaczyliśmy kolejnego, imieniem Piotr.

Klientka przyszła z daleka i wspomniała, że ​​jej mąż, zapalony ogrodnik, powiedział, że wróci i będzie jej towarzyszył jako rudzik. Dzieci żartowały, że gdziekolwiek pójdzie, jest rudzik. W studiu było gorąco, więc mieliśmy otwarte oboje drzwi, na bujny ogród i spokój, jaki daje on wszystkim. Wspomniałem o moim tacie i pięciodniowym rudziku, a potem na progu, wpatrując się prosto w klientkę, pojawił się rudzik. Po prostu tam siedział, całkiem zadowolony. Kobieta zaczęła luźną rozmowę: „Cześć Peter, mówiłeś, że przyjdziesz i popatrzysz, jak to robię, no cóż, dziękuję za wizytę”. Och, od razu dostałem gęsiej skórki. Potem zaczął się lekko wiercić, a ona skomentowała: „W porządku Peter, dam sobie radę, to dobry facet, więc spadaj teraz”… i odleciał. Lata później, kiedy czytam ten napisany przeze mnie artykuł, chciałbym dodać, że ten rudzik zapisał się w mojej pamięci, dokładnie tak samo jak rudzik mojego taty.

radzenie sobie ze stratą

Spirytualiści

Pewnego popołudnia tatuowałem klientkę, która z zaskakującym spokojem powiedziała mi, że jej matka całkowicie pochwalała tatuaż. Łatwo było na to zerknąć, gdyby nie fakt, że w tym czasie tatuowałem jej prochy jej matki. Klientka nigdy wcześniej nie miała tatuażu. Nigdy nie mówiła o chęci posiadania. Nigdy nikomu nie wspominała o tym pomyśle, nawet swojej matce. To była po prostu cicha myśl, która kołatała się jej po głowie, sposób na upamiętnienie mamy.

Poszła więc do spirytualisty. Spirytualista przekazał jej przez mamę, że pomysł na tatuaż był wspaniały, że mężczyzna, który go zrobi, dobrze się nią zaopiekuje i że wszystko będzie dobrze. Umówiła się na wizytę i przyszła do mnie. Otrzymanie akceptacji i rekomendacji z zaświatów to coś, czego szczerze mówiąc nigdy nie spodziewałam się znaleźć we wtorkowe popołudnie, a jednak.


Jeśli miałbym wyciągnąć z tego wszystkiego jedną lekcję po dwudziestu latach wspierania tysięcy pogrążonych w żałobie ludzi, to właśnie to.

Z czasem Pamiętaj życie, które przeżyli, a nie życie, które stracili.

fakty na temat tatuażu z popiołami

Często zadawane pytania dotyczące radzenia sobie ze smutkiem

Czy to co czuję jest normalne?

Prawie na pewno tak. Szok, złość, głęboki smutek, odrętwienie, a nawet chwile śmiechu – wszystko to przejawia się w żałobie. Nie ma jednego właściwego sposobu na żałobę ani kolejności, w jakiej należy ją przeżywać. Należy jednak uważać, aby nie dusić w sobie wszystkiego, bo to może dać o sobie znać po latach.

Czy kiedykolwiek naprawdę możesz pogodzić się ze stratą kogoś bliskiego?

Nie, a ludzie, którzy twierdzą inaczej, zazwyczaj sami przez to nie przeszli. Dzieje się tak, że ból łagodnieje. Dobre wspomnienia zaczynają wracać. Uczysz się nosić stratę, zamiast z nią walczyć. Zmienia kształt, ale nie znika.

Czy można płakać tygodnie lub miesiące po pogrzebie?

Tak. Żałoba nie ma daty ważności. Piosenka, zapach, nieznajomy, który trochę ich przypomina, data w kalendarzu – wszystko to może przywołać wspomnienia równie dotkliwie, jak pierwszy dzień. Pozwól sobie płakać, kiedykolwiek nadejdzie.

A co jeśli zamiast smutku poczuję złość?

Złość jest prawdziwą, istotną częścią żałoby. Czasami jest skierowana na osobę lub system, czasami na siebie, a czasami na świat za niesprawiedliwość. Spróbuj porozmawiać o tym z kimś, komu ufasz, zamiast ją tłumić lub kierować na osoby wokół ciebie.

Dlaczego ciągle zauważam rudziki, pióra i inne małe znaki?

Wiele osób w żałobie to zauważa. Zwłaszcza rudziki. Możesz to interpretować, jak chcesz, ale nie jesteś jedyną osobą, która je dostrzega, a wielu znajduje prawdziwe pocieszenie w wierze, że to drobny znak od osoby, którą stracili.

Czy powinnam udać się do doradcy ds. żałoby?

Jeśli żałoba uniemożliwia Ci funkcjonowanie, izoluje Cię od otoczenia lub wciąga w sytuację, która Cię przeraża, porozmawiaj z kimś. Z terapeutą, lekarzem rodzinnym lub najbliższym ośrodkiem wsparcia w żałobie. Nie ma nic złego w proszeniu o pomoc.

W jaki sposób tatuaż pamiątkowy pomaga w radzeniu sobie ze stratą?

Dla wielu osób zrobienie czegoś fizycznego i trwałego pozwala ukoić żałobę. Tatuaż pamiątkowy, zwłaszcza taki, który został wykonany z niewielką ilością prochów bliskiej osoby, może stać się codziennym, drobnym przypomnieniem o miłości, którą dzieliliście. Nie lekarstwem, ale pocieszeniem.

Kiedy jest właściwy moment, aby pomyśleć o tatuażu pamiątkowym?

Nie ma idealnego momentu. Niektórzy robią to w ciągu kilku tygodni, inni czekają latami, aż projekt będzie odpowiedni. Jedyne, co mogę delikatnie zasugerować, to nie spieszyć się, póki jesteście w samym środku. Cremation Ink® nigdzie się nie wybiera. Kiedy będziecie gotowi, będziemy tu.

A co jeśli nie przeżyłam żałoby należycie i minęły lata?

Nadal możesz nad tym pracować. Niektórzy moi klienci przychodzą do nas dekadę po stracie, a czasem nawet dłużej, a żałoba wciąż tkwi tam, gdzie ją zostawili, bo nigdy nie pozwolili sobie jej przeżyć. Nigdy nie jest za późno, żeby ją poczuć.

Jak mogę pomóc komuś, kto przeżywa żałobę?

Przyjdź, posłuchaj i nie próbuj niczego naprawiać. Nie wypełniaj ciszy radami. Nie mów im, co mają czuć. Po prostu bądź. Filiżanka herbaty, uścisk, chęć wysłuchania tej samej historii po raz setny. To właśnie ludzie zapamiętują.